Biegłem, nie oglądałem się za siebie. Bałem się. Bardzo.
Gonili mnie jacyś ludzie..Nie znam ich.
Nawoływali moje imię , i mówili żebym się zatrzymał ale ja ich nie słuchałem. Biegłem dalej..
Nagle poczułem czyjąś dłoń na ramieniu , która energicznie złapała mnie i wciągneła do ślepego zaułka.Spojrzałem na twarz człowieka który
mnie tu wciągnął. Wystraszyłem się. Był to jakiś facet co najmniej po czterdziestce z zmarszczkami , i patrzył się na mnie z błyskiem w oku.
- Uratowałem cię, powinieneś być mi wdzięczny ..- mruknął na mi na ucho , po czym lekko je przygryzł. Wzdrygnąłem się.. poczułem..obrzydzenie..Chciałem
jak najszybciej stamtąd uciec.
Przejechał swoimi łapami po moim udzie, w górę aż do rozporka, po czym wsadził mi dłoń w bokserki..
- N-nie chcę..-szepnąłem , ale on nadal to robił..zacząłem się szarpać i wołać o pomoc ale on przyłożył mi swoją brudną rękę do twarzy bym się nie
odzywał.- Proszę..przestań..-prosiłem, ale on to zignorował i dał mi w twarz..Zamknąłem się..czekałem aż skończy i mnie zostawi w spokoju..każdy
tak robił..
Nagle usłyszałem czyjeś kroki. Zacząłem krzyczeć. Ktoś biegł w naszą stronę. Był to dość wysoki i szczupły chłopak na oko dwadzieścia lat, z
kruczoczarnymi włosami , i równie ciemnymi oczami.Wystraszyłem się jeszcze bardziej .. Może to jakiś znajomy mojego oprawcy?..
- Zostaw go , sukinsynu!- podszedł do niego , złapał go za kark i odrzucił w drugą stronę , podszedł do niego i zaczął walić jego głową o ziemię.
-Jeszcze raz ..go dotkniesz .. to pożałujesz, jasne?!-mówił do mojego oprawcy takim tonem że mnie aż przeszły ciarki, dobrze , uratował mnie
ale skąd mam wiedzieć czy ma dobre zamiary wobec mnie?..byłem dzieckiem z ulicy , nawiasem mówiąc wyrzucili mnie z domu ponieważ moi ,,Rodzice"
dowiedzieli się że jestem homoseksualny.Wydziedziczyli mnie . W dupie mieli jak będę żył.Ale teraz sobie jakoś radzę.Chociaż tu pełno takich ludzi,
jak mój oprawca sprzed pięciu minut..
-Wszystko dobrze ?-zapytał czarnowłosy gdy przestał zajmować się moim oprawcą..
-T-tak dziękuję..-szepnąłem niepewnie.-Jak masz na imię?-kolejne pytanie.
-Takanori, ale mówią na mnie Ruki. A ty ?..- podniosłem się z klęczek.
-Yuu.Shiroyama Yuu. Mów mi Aoi, dobrze?- uśmiechnął się przyjaźnie.Jego uśmiech .. był..taki ciepły.
-Dlaczego mnie uratowałeś? - zapytałem po chwili ciekawiło mnie to . W końcu nie każdy zatrzymuje się by pomóc jakiemuś dziecku , z ulicy które
prawie zostało zgwałcone.
- Bo chciałem-odparł.-Nie pytaj się o to . Nie wiem . Taki instynkt samozachowawczy.-podniósł na mnie wzrok.
-A-aha-odparłem mało inteligentnie.-Gdzie mieszkasz , może mógłbym cię odprowadzić do domu , w końcu jest ciemno, i pełno takich gwałcicieli,
jak tamten z przed chwili.-zaproponował.
-J-ja..nie mam domu..wyrzucili mnie..kiedy miałem czternaście lat..od tamtej pory radzę sobie sam.-odparłem zawiedziony i smutny.
-Przepraszam .. nie wiedziałem. To pewnie musi być dla ciebie trudne..Dlaczego cię wyrzucili?-zapytał niepewnie.
Zastanowiłem się chwilę..powiedzieć czy nie? w końcu i tak jak się dowie , zostawi mnie tak jak inni i spojrzy na mnie z pogardą.
-Dowiedzieli się że jestem gejem.-Powiedziałem w prost.Spojrzał na mnie zdziwiony.W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy..Zobaczył to.
Podszedł do mnie , i bez słowa mnie przytulił. Zdziwiłem się. Chciałem go odepchnąć , ale nie potrafiłem. Dawno mnie nikt tak nie przytulał..
Odwzajemniłem uścisk i zacząłem cicho szlochać.- Nie płacz. Już dobrze.Pomogę Ci.-Oderwałem się od niego i spojrzałem mu w oczy.-N-naprawdę?..-
Zapytałem z dziwną nadzieją.- Tak naprawdę. Możesz zamieszkać u mnie. Ale nie płacz już, dobrze?-kiwnąłem tylko głową i otarłem łzy po czym spojrzałem
na niego pytająco.-Dlaczego mi pomagasz? Dlaczego mnie nie odepchnąłeś? Przecież jestem pedałem , z ulicy..-spojrzałem na niego.
-Pomagam Ci , bo mi Ciebie szkoda , i chciałbym cię lepiej poznać.Z resztą , mam duży dom i wiele pokoi stoi pustych więc co mi szkodzi?..
A to że jesteś gejem.. Sam jestem Bi , nie przeszkadza mi to.-Uśmiechnął się do mnie , po czym złapał mnie ramieniem i zaczął prowadzić w swoją stronę.
Cieszyłem się w duchu. Może wszystko w końcu zacznie się układać?